piątek, 19 lipca 2013
Prolog.
-Musimy tam iść?-zapytałam.
-Tak!-odparła przyjaciółka, ciągnąc mnie, abym przekroczyła próg wesołego miasteczka.
-Joy, tu nie ma ciekawego. Chodźmy stąd!- narzekałam.
-Chociaż raz się wyluzuj i mi zaufaj!-spojrzała na mnie błagalnymi oczami.
-Niech Ci będzie..
-Jej!-podskoczyła z radości.
-Ale następnym razem, to ja decyduję, gdzie idziemy-wtrąciłam.
-No okej-wywróciła oczami, po czym chwyciła ponownie moją rękę i zaciągnęła na samochodziki.
Nie zrozumcie mnie źle, kocham Joy, ale jest strasznie dziecinna jak na 16 lat. Może wynika to z tego, że ma dwójkę młodszego rodzeństwa.
Ale proszę Was, jaka 16 latka bawi się jeszcze kucykami Pony czy lalkami barbie? Jest naprawdę cudowna i kochana, ale mogłaby w końcu dorosnąć.
Gdy zaczęło się ściemniać, poprosiłam przyjaciółkę o powrót do domu. Oczywiście odmówiła. Gdy dostaje kieszonkowe, tak właśnie się dzieje.
-Joy!-chwyciłam ją za ramię, kiedy zmierzała do następnej atrakcji- mam już dosyć, chcę wrócić do domu!-oznajmiłam jej, a złość ze mnie kipiała.
-No dobrze-zrzedła jej mina- ale chodźmy jeszcze na rollercoastera!
-Joy!-krzyknęłam.
-Proszę!
-Nie! – byłam już wściekła.
-Błagam! – zrobiła smutną minkę.-Idź sama!- odparłam zmarnowana.
-Mogę?-zdziwiła się.
-Czekam przy wyjściu.
-Dzięki, dzięki, dzięki- uściskała mnie i pobiegła kupić bilet.
Tamtego wieczoru miałam już jej po dziurki w nosie! Mój sobotni wieczór był do bani. Ale to co wydarzyło się później, do reszty go zepsuło.
Zrobiłam się głodna, a wiedząc, że Joy szybko nie wróci, podeszłam do stoiska ze słodyczami i kupiłam sobie, różową watę cukrową. Usiadłam na jakimś podeście, konsumując zakupioną watę. Moją uwagę przykuli trzej faceci, którzy podążali w moim kierunku.
-Siema mała- powiedział jeden z nich, siadając koło mnie.
-Cześć?- zmieszałam się.
-Taka piękna dziewczynka siedzi tutaj sama? –objął mnie w pasie, przysuwając się.
-Nie jestem tu sama- odsunęłam się – i zostaw mnie.
-Zadziorna- dodał jeden z kolesi, który stał przed nami. Prychnęłam.-Skarbie, chodź z nami, a nie pożałujesz- stanął na wprost mnie, chcąc przytulić.
Upuściłam moją watę.
Wtedy go rozpoznałam. To był Justin. Justin Bieber. Kapitan szkolnej drużyny koszykarskiej. Musiał być ostro wstawiony, skoro mnie nie poznał. W sumie.. możliwe, że mnie nie znał.
-A co z tego będę miała?- zaczęłam z nim flirtować.
-Mnie-szepnął mi do ucha.
-Kusząca propozycja- zachichotałam, zakładając swoje ręce za jego szyję.
-To jak będzie?- założył mi kosmyk włosów za ucho.
-Jak tak bardzo Ci zależy, znajdź mnie w poniedziałek w szkole- puściłam mu oczko i odeszłam.
Stanęłam przy wyjściu, tak jak umówiłam się z Joy. Wtedy zdałam sobie sprawę, w co się wkopałam.
_____________________________________
Mile widziane komentarze z waszą opinią :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Fajnie się zapowiada :) Nie robisz większych błędów tylko jakbyś mogła w 1 rozdziale, więcej opisać charakter głównej bohaterki, bo mało o niej jeszcze wiemy xd
OdpowiedzUsuńNaprawdę fajnie się zaczyna i czekam na dalszą akcję :)
Poinformujesz mnie? @and_so_much
Pomimo, że nie lubię Justina Biebera piszesz naprawdę baardzo fajnie :)) Ciekawie się zapowiada ;D
OdpowiedzUsuńNa pewno będę wpadać + informuj mnie na TT o nowych rozdziałach - @angelikaa_1D
Zapraszam do mnie na nowy rozdział --> http://holidaydiaryy.blogspot.com/
Mysle,ze powinnas dawac mniej dialogow, a wiecej opisow i charakterystyki x tak jest okay. Czekam na nn ;) zapraszam do mnie baby-i-make-you-believe.blogspot .see yah @GrandMcBer
OdpowiedzUsuńHmm ogółem jest okej, informuj mnie o nowych rozdziałach na tt @Skysscrapperr
OdpowiedzUsuń